Paweł Starzec w swoim projekcie „Covid Clubs” uchwycił miejsca, które dotychczas kojarzyliśmy głównie z tłocznych imprez i koncertów.

Autor tekstu: Paweł Mączewski

Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Pawła Starca.

Pamiętacie, co robiliście ostatniego dnia przed wielkim zamknięciem, kiedy nazajutrz wprowadzono obostrzenia związane z pandemią, wszyscy zaczęli robić zapasy, a ze sklepów zniknął cały papier toaletowy? 

Mój rozmówca w dzień przed tymi zmianami był w warszawskim klubie Pogłos na premierze książki swojego przyjaciela. Niedługo później zaczął „Covid Clubs”, autorski projekt, w ramach którego postanowił sfotografować głównie warszawskie kluby (ze względu panujących obostrzeń) w trakcie pandemii oraz porozmawiać z ludźmi, którzy tam pracują.

Spotkałem się z nim, by porozmawiać o efektach tego przedsięwzięcia. Paweł Starzec jest fotografem, dokumentalistą i muzykiem w składzie Mazut oraz swoim solo projekcie Industry Standard, ponadto wykłada na School of Form Uniwersytetu SWPS. Więcej zdjęć i wypowiedzi osób związanych z konkretnymi klubami znajdziecie TUTAJ
 

Paweł Mączewski, Radio Kampus: Czym dokładnie jest projekt „Covid Clubs”?
Paweł Starzec:
„Covid Clubs” to realizowany przeze mnie dokument fotograficzny o klubach, które stały zamknięte w trakcie pandemii Covid-19. Pracę nad nim zacząłem z początkiem kwietnia, a skończyłem dosłownie przed chwilą, czyli pod koniec czerwca. 

Jaka przyświecała idea powstania tego projektu?
Nie chciałem zwariować. Zajmuję się dokumentem od wielu lat i prawie zawsze wtedy wyjeżdżam gdzieś daleko od domu. Uznałem to za wyzwanie, by zrobić coś tu na miejscu. Mając doświadczenie pracy z prasą, wiedziałem, że zawsze znajdzie ktoś szybszy ode mnie — fotoreporter, dziennikarz newsowy — który pojawi się pierwszy w szpitalu, gdzie dzieją się najważniejsze rzeczy. Zacząłem się więc zastanawiać nad miejscami, które są na obrzeżach tych wydarzeń. Pandemia okazała dosyć ciekawym momentem, bo wszystkich nas dotknęła katastrofa, która zaczęła realnie wpływać na nasze życia, ale jednocześnie nie dało się tego zobrazować, bo to nie powódź czy wojna. Oczywiście, dostałem na początku zlecenie sfotografowania pustych ulic i placów, ale szybko okazało się, że te miejsca nie były tak spektakularnie puste. Mam natomiast sporo koleżeńskich relacji z klubami — sam też gram muzykę po godzinach — postanowiłem więc zapytać pracujących tam ludzi o zaistniałą sytuację i uwiecznić te miejsca. Szybko wyłonił się z tego też dodatkowy temat…

To znaczy?
Temat miejsc pracy w rozrywce, gdzie — wydaję mi się — że znaczna część zajmujących się tym osób nie ma lekko. Sam też byłem w sytuacji, w której plany pomocowe przygotowane przez rząd ominęły mnie szerokim łukiem. Praca na umowach o dzieło i zleceniach, w dziedzinach, które często leżą w ogóle poza szeroko pojętym zakresem „pracy” – kultura czy rozrywka, a właściwie – wątek pracy w nich w tej ciężkiej sytuacji. 

Jakie miejsca fotografowałeś?
Głównie kluby z Warszawy, ale pojawiły się też miejsca we Wrocławiu, z którego pochodzę — panujące wtedy restrykcje nie pozwalały na swobodne poruszanie się po mieście, a co dopiero po kraju. Odwiedziłem między innymi Pogłos, Plan B, 999, Iskrę, Jasną 1, Hydrozagadkę, Chmury, była też wrocławska Wyspa Tamka i Czuła jest noc. 

Jaka była twoja metodologia pracy? 
Uderzałem bezpośrednio do klubów. Idealną sytuacją, jaką sobie projektowałem, było porozmawianie z większą ilością samych pracowników na różnych szczeblach, których także uderzył ten kryzys. Chciałem dowiedzieć się, na ile z perspektywy pracowników tych miejsc ich praca znajduje się w ogóle na horyzoncie jakiegoś wsparcia z góry, i co w ogóle dzieje się w klubach, kiedy właściwie nie wiadomo czy i kiedy wrócą do normalnego funkcjonowania.

Jak sobie radzili?
Część korzystała z działań pomocowych typu zrzutki, inni odpalali streaming z występami artystów, które z jednej strony miały przynieść jakiś zysk, ale też podtrzymać działalność kulturalną tych miejsc. Rozmawialiśmy głównie o tym, jak sobie poradzić w sytuacji, która wydarzyła się praktycznie z dnia na dzień. Sam dobrze pamiętam, że dzień przed wprowadzeniem obostrzeń spędzałem wieczór w Pogłosie na premierze książki mojego przyjaciela, a dzień później dowiedziałem się, że muszę szybko zrobić wielkie zakupy i nagle ze sklepów zniknął cały papier toaletowy. 

A potem ogłoszono stopniowe odmrażanie gospodarki.
Zgadza się. Rytm tego odmrażania też widać w projekcie – stopniowe otwieranie się, czy właściwie – próby dopasowania się do regulacji. No, tyle że z usłyszanych przeze mnie historii, odniosłem wrażenie, że z tych planów odmrażania gospodarki dowiedzieliśmy wpierw, kiedy będziemy mogli pójść fryzjera, na basen, na siłownię, kiedy zrobić wesele na 150 osób, ale spory sektor kulturalny według mnie został w tym trochę pominięty. 

(Na zdjęciu: Paweł Starzec. Fot. Paweł Mączewski, autor tekstu).

Twoje zdjęcia to zbiór pustych miejsc, które większość z nas widziała tylko w momentach, gdy były zatłoczone. Udało ci się jednak też uchwycić jeden z pierwszych koncertów, przypominający rzeczywistość pre-covidową. 
Przypominający, ale też w sumie zupełnie od niej odbiegający – traktuje go jak klamrę, zamknięcie całości. Cala ta seria pozwoliła mi na spokojnie zrobić zdjęcia w miejscach, gdzie zazwyczaj — przy robieniu zdjęć — liczy się właśnie chwila, moment. Tu ten moment trwał w bezruchu. Niekiedy udawało mi się uchwycić krajobraz tego, jak wyglądał ostatni dzień danego miejsca przed zamknięciem — pozostawione kable itp. Natomiast jeżeli chodzi o odmrażanie, skorzystałem z możliwości pójścia na występ zespołu Belzebong do Pogłosu, jako że moja ostatnia noc przed zamknięciem miała miejsce właśnie w tym klubie. Koncert był na dworze, z wiadomych przyczyn, a mi pozwolono wejść dla tego zdjęcia na dach. Tam, po kilku miesiącach pracy, zrobiłem ostatnie zdjęcie „Covid Clubs”.  


Więcej zdjęć i wypowiedzi osób związanych z konkretnymi klubami znajdziecie TUTAJ.

Możesz też śledzić autora tekstu na jego profilu na Facebooku